Stała na obręczy balustrady, pusto spoglądając w taflę czarnej niczym smoła wody. Tafla bez odbicia, wzburzona chłodnym wiatrem. Rozwiewał jej ciemne krucze kosmyki, niczym kurtynę, która chowała się robiąc miejsce przedstawieniu. W jej umyśle nie zachowała się nawet szczypta zawahania, była pewna i gotowa. Stała w bezruchu, albowiem poczuć chciała siłę jakże pustego momentu. Ten ostatni raz, ostatni i cudowny raz. Właśnie wtedy poczuła smukłą dłoń na swojej łopatce. Sunęła ona następnie wzdłuż jej kręgosłupa, palcami naciskając na każdy wystający kręg. Kiedy dłoń wróciła się na środek przemierzonej drogi, naparła mocniej i wypchnęła wpół martwe już ciało do przodu. Istota oparła się o metalową balustradę, przy okazji palcami wystukując rytm jednej ze swoich ulubionych piosenek. Z uśmiechem obserwował spadającą w dół dziewczynę. Potem to zachwycające zderzenie się z czernią i koniec. Była i już jej nie ma, a przedstawienie było warte przyjścia i pooglądania.
- Jaka ona jest naiwna.-Nagle zadzwonił telefon. Zaczesał te swoje platynowe kosmyki.
- Liam i jak?
- Żałuj, że nie przyszłaś.
- Aż tak ciekawie?-Zaśmiał się. Jego brązowe oczy zalśniły, a usta ułożyły się w tak zadowolony sposób jak nigdy dotąd.
- Nawet nie wiesz jak. Chociaż w pewnym momencie naprawdę poprosiła się o wsparcie, wręcz niesamowicie. Znasz naszą małą Lily. Ona i te jej piękne chwile, ulotne marzenia i cudowne widoki. Prosiła się o popchnięcie.
- No wiesz ty co, a może by coś jeszcze ciekawego zrobiła?-Naburmuszyła się, że Liam zniszczył jej wyobrażenia.
- Oj daj spokój. Będzie jeszcze wiele okazji.
- No tak.
Drzwi mieszkania otworzyły się a do niego weszła osoba, z której woda spływała strumieniem. Miała ten zawiedziony i zirytowany wyraz twarzy, jak zawsze.
- Liam, jesteś podły.
- Oj tam, oj tam.-Machnął ręka. Do niej od razu podleciała starsza znajoma.
- Chodź do łazienki. Rozbieraj się i do wanny się wygrzać, rozchorujesz się i znowu będzie szła kasa na leki. Niby się przejęła, ale w głębi serca powstrzymywała się od wybuchnięcia śmiechem. Lily się nie odezwała, poszła do łazienki. A Scarlett westchnęła.
- Co ty tak wzdychasz Scarlett.
- Bo z pewnej strony jest to też smutne. Ona tego pragnie, już nawet się nie uśmiecha, nie wychodzi z domu podczas dnia.-Przyjaciółka wiedziała jak bardzo tęskni zielonooka. To nie było jej miejsce, to nie byli jej ludzie, nie jej niebo, nie jej gwiazdy.
- Wiesz, że nie możemy nic z tym zrobić. Nawet my nie możemy tam wrócić.-Spoważniał, nawet odwrócił wzrok od gazety, która w prawdzie była nudna. Nie miał jednak co robić, było nudno ale jednak.
- Jest po prostu młoda, namieszali jej w głowie. Noezis to jej miejsce, tam nawet miała cel.
- Nie znalazła by ich.
- Ale miałaby chociaż ten cel.
- I do czego by doszła? Jej rodzice nie żyją od dawna. Prędzej czy później by się tego dowiedziała i co? Próbowałaby się zabić co dzień, tak naiwnie. Wie bardzo dobrze, że mało co może ją zabić. Jest za bardzo utalentowana, bardziej niż my. Musi tu być, tylko tu możemy ją chronić. Noezis? Ile może się kryć, ile może biegnąć z miejsca do miejsca. To bezcelowe.-Wiedział, że ma rację. Bał się o swoją małą Lily, ale co mógł zrobić? Mógł tylko ją chronić i chować. Jego małą Lily, wszystko by dla niej zrobił. Naśmiewał się z niej, dokuczał, pomagał w głupotach takich jak tamta na moście. Była jednak kochana, nigdy jej nie porzucą. Jej rodzice zaufali tej dwójce. Przed śmiercią ich ostatnią prośbą było ''Chrońcie naszą córkę''. Do dzisiaj słyszy to w swojej głowie.
- Martwię się o nią.
- Nie tylko ty.
Siedziała w łazience, ciepła woda ją odprężała. Zawsze myśleli, że jak jest w innym pokoju czy łazience to nic nie słyszała. Słyszała, wszystko słyszała. Wiedziała też, że jej rodzice parę lat temu zostali zabici. Wpierw żyła chęcią zemsty, dalej tym żyje. Do tego jednak doszła też pewna nadzieja, którą dał jej stary mentor. Wiedziała, że może odzyskać rodziców, ale poświęcić musiała wszystko. Cel uświęca środki, nieprawdaż? Przestała o tym myśleć i zanurzyła się w wodzie. Nic i tak jej nie będzie, jak zwykle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz